Tor wyścigowy

Warsztat samochodowy na obrzeżach miasta. Pomiędzy autami, oponami, wśród ścian obklejonych plakatami nagich kobiet i drużyn F1, po kostki w kałużach na nierównym betonie, popijając gorącą czekoladę z plastikowego kubka, błądzi kilkuletnia dziewczynka. Błękitna zimowa kurtka pobrudziła się od smarów, a warkocz przeszedł zapachem oleju. Mama będzie zła, ale to nie gra roli.

Obserwuje swojego tatę, który kilkoma ruchami dłoni sprawia, że spod maski wydaje się przyjemny, mruczący dźwięk. Czuje ogromną dumę. Tata jest taki pewny siebie, tata jest czarodziejem. Tata z brudu, ciemności i smrodu potrafi wydobyć szybkość oraz piękno. A szybkość jest niezwykle przyjemna. Usypia ją zawsze, gdy siedzi na tylnym fotelu. Szybkość przemienia świat za oknem w ładne, podłużne paski. Jazda samochodem zawsze daje poczucie bycia poza czasem. Zwłaszcza, gdy kieruje tata. Tata, który nigdy się nie dowie, jak bardzo zapatrzona była w niego jego córka.

Dziewczynka wie, że to nie jej świat. Jeszcze nie jej. Wszyscy traktują ją tak, jakby nic nie rozumiała, a ona chciałaby rozumieć. Chciałaby rozumieć słowa, które wypowiadają ludzie w kombinezonach, chciałaby sprawić, by silnik (wiedziała czym jest i jak działa!) pracował głośno, chciałaby pobrudzić się w smarach i wyleczyć samochód – bo głęboko wierzyła, że samochody mają dusze. Wreszcie, chciałaby, aby tata był z niej dumny.

W tym warsztacie, a także w tym drugim, a nawet trzecim nie spotkała nigdy drugiej dziewczynki. Także kobiety. Kiedy tata zabierał ją na przejażdżki motocyklem do wujka, kiedy jeździła ciężarówką na kolanach dziadka czy kiedy oglądała wyścigi Nascar i Formuły – nigdzie nie widziała innych małych dziewczynek. Gdy pytała tatę, dlaczego tak jest, odpowiadał „Inne dziewczynki nie są tak odważne jak ty”.

Dziewczynka już zawsze chciała być odważna. Marzyła, by zostać dobrym kierowcą, specjalistą od maszyn mknących po ulicach. Magia, jaką stanowiły dla niej samochody miała na zawsze pozostać w jej życiu. Ale musiało upłynąć trochę czasu. Dziewczynka musiała stać się kobietą. Wiedząc, że ten czas nadejdzie, czekała.

Przez 15 kolejnych lat jej młode serce pompowało krew zmieszaną z ropą, a uwielbienie do aut nie gasło. Choć nie mówiła o tym często, weekendami nie raz spędzała godziny śledząc wyścigi różnych konkurencji. Motosport był jak schronienie, kojarzył jej się tylko z domem, beztroską dzieciństwa. Zdążyła dowiedzieć się dużo o modelach aut, o innowacjach w budowie silników, a przede wszystkim o rajdowcach – tych z minionych dekad oraz tych współczesnych. Z zapartym tchem kibicowała wraz z tatą Robertowi Kubicy. Przeżywała wypadek narciarski Michaela Schumachera. Dźwięk silnika przyprawiał ją o dreszcze. Dorastając, pokochała to jeszcze bardziej.

Pół roku do osiemnastki. W końcu wielkimi krokami zbliżał się dzień, w którym mogła zaczął kurs nauki jazdy. Z góry było wiadomo, że pójdzie tam umiejąc już jeździć, bo tata zdąży ją nauczyć. Z góry było wiadomo, że będzie najlepsza. Nie przewidziano tylko jednego.

Gdy spała na tylnym siedzeniu tak jak 15 lat wcześniej, schroniona przez całym światem i najbezpieczniejsza, o czwartej nad ranem, na autostradzie A1, jej tata prowadzący nowe BMW, popełnił jeden błąd.

Samochód uderzył w jej drzwi wyrywając bezwładne ciało z siedzenia. Uderzyła głową w szybę, łokciem w podłokietnik, a pas rozciął jej szyję. Uderzenie sprawiło, że wszystkie myśli przewróciły się w głowie do góry nogami, po czym opadły ciężko na krtań, pozbawiając ją głosu na cały dzień. Dziewczyna, która kiedyś była dziewczynką, zaczęła się bać. A strach „jest największym wrogiem rajdowca”.

Trauma długo trzymała się dziewczyny, nie raz spędzając jej sen z powiek. Oglądanie motosportu nie było już takie same, a dźwięk rozgrzewanego silnika przypominał tylko ból i strach.

Czas jednak mijał lecząc rany, a dziewczyna walczyła ze swoim własnym umysłem, starając się przywrócić to wszystko, co czuła przed wypadkiem. Była bardzo silna. Nie jedna łza spadła na jej poduszkę, nim na nowo zaczęła czerpać radość z jazdy. Udało jej się to całkowicie, dopiero gdy w jej życiu pojawiła się miłość.

Miłość od pierwszego wejrzenia. Miłość, która czyni z dziewczyny kobietę. Miłość bezgraniczna, jednocześnie przemyślana. A przede wszystkim miłość oparta na miłości do tych samych rzeczy.

Długie rozmowy podczas nocnych jesiennych przejażdżek złączyły młodych ludzi, a droga, którą jechali, stała się metaforą ich życia. Ona na fotelu pasażera podziwiała jego odwagę, jego porywczość, jego ruch obracania kierownicy – i choć samochód nie był rajdowy, zobaczyła w nim kogoś, w kim zakochałaby się dziewczynka zgubiona w warsztacie samochodowym. Chłopak stał się pierwszą osobą po tacie, której całkowicie zaufała.

Serce znów pompowało krew zmieszaną z ropą, płuca pracowały w rytmie silnika, a prawo jazdy było bliżej niej.

Siedem miesięcy po pierwszym wypadku, spokojna, siedząc w fotelu obok mężczyzny swojego życia, nie była w stanie przewidzieć jednego.

Samochód pijanego kierowcy z dużą prędkością wjechał w jej drzwi, przetrącając zakochanych na drugi pas. Uderzenie spowodowało wstrząs mózgu i rozerwało mięśnie pleców, a pasy krwiaki na biodrach. Tym razem dziewczyna nie zapamiętała momentu uderzenia. Jej miłości nic się nie stało. Gdy wysiadła, zasłabła. Później pośród kałuż krwi, policyjnych syren i szkła, czekała, aż przyjedzie po nią tata.

Przez kolejne pół roku dziewczyna cierpiała przez chroniczny ból pleców, zespół stresu pourazowego i przerażenie. Smutek i rozczarowanie. Były momenty, zwłaszcza po bolesnych rehabilitacjach lub nieprzespanych nocach pełnych koszmarów, gdy myślała, że nigdy nie wsiądzie za kółko. Momenty, w których skreślała swoje marzenia, twierdząc, iż zginie na ulicy.

Ale pół roku bólu wystarczyło, by przypomniała sobie dziewczynkę z warsztatu samochodowego. Przypomniała sobie, co mówił tata o odwadze. Przypomniała sobie, jak Niki Lauda wrócił do jazdy, po tym, jak prawie spłonął żywcem. Pół roku wystarczyło, by przypomniała sobie kim jest.

Nie do końca wiadomo dlaczego, ale pewnej nocy w jej głowie pojawiła się myśl – kto będzie lepszym kierowcą niż dziewczyna, która dwa razy zginęła na drodze?

Z tą myślą dziewczyna zaprzysięgła sobie, że przez kolejny rok nadal będzie walczyć, aby następnego lata wsiąść za kółko i raz na zawsze pogodzić się z autami, które przecież nie są takie bezduszne – tylko ona o tym wie, że nie są.

By spełnić marzenia, dziewczyna musi ukończy rajd z własnym strachem na nowym torze w jej umyśle. Będzie szybsza. Będzie sprytniejsza. Wygra to. W końcu to jej tor.

4 comments on “Tor wyścigowy

  1. Piękne opowiadanie. Aż samo się ciśnie na usta, czy jest to jakaś historia Tobie znana, czy wzięła się z jakiejś inspiracji?

    Tak właśnie jest, człowiek umiera tak, jak żył i ja bardzo w to wierzę. Ja pewnie zginę w wypadku autobusowym czytając książkę.
    Takie ogromne, dogłębne pasje muszą być chyba śmiertelne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *